Gdyby nie była wytrwała – nigdy byśmy się nie spotkały. Ona, uznana projektantka, nadal malowałaby wykresy i pisała ikony, ja pędziłabym przez życie na piątym biegu. A jednak- część boskiej energii skrzyżowała nasze drogi i tak wpadłyśmy na siebie pewnego lutowego, mroźnego poranka.
Wcześniej były wiadomości, które nie docierały. Pisała, że słuchała mojego „Pocałunku obrazu„, że Milejczyce są teraz i jej domem, że nie rozumie tego, co się dzieje, ale mówi Bogu: tak, posługuj się mną, Fiat, niech się stanie- na wzór najdoskonalszej kobiety, matki Boga.

Malowała stopy Jezusowi i w wolnej chwili pisała do mnie, a listy wpadały w czeluść internetu, bez odpowiedzi. Ja w tym czasie lizałam rany po Agusi i Piotrku, prostowałam przeszłość mojego dziadka, ćwiczyłam samotność. Obie byłyśmy bardzo zajęte- luty mroził świat, rozwiercał dziury w kolejnym miesiącu rozpędzonego dwudziestolecia dwudziestego pierwszego wieku. Pewnie to w tę mistyczną dziurę wpadały listy Ewy. Nic nie zwiastowało wiosny.
17 lutego, czterdzieści minut po północy wyznała „poczułam, że temat jest nam bardzo bliski” i wysłała wiadomość pod kolejny ze znalezionych adresów. Ta- dotarła. Pamiętam poranek, gdy odebrałam tekst, numer telefonu i zdjęcie pięknej ciemnookiej dziewczyny na tle milejczyckiego obrazu Najświętszego Serca Jezusa- Dobrego Pasterza. Było minus siedemnaście, koty leżały na kołdrze, grzejąc się wzajemnie: martwa materia ożywiona przez żywą i odwrotnie. Odpisałam natychmiast, umówiłyśmy się. Tydzień później nagrywałam w pracowni architektonicznej Ewy Wiśniewskiej – Benedyczuk opowieść o tym, jak Bóg szukał sposobności, by mogła zrozumieć, że to ją wybrał.
Ale – jak to? Tu zaczyna się metafizyka. (Każdy Twój włos policzony, jeszcze przed mgnieniem światła, którym się stajesz), Ewa- skończy studia na Politechnice Białostockiej na Wydziale Architektury. Będzie też malować, a na długo przed poznaniem męża- wykona obraz córeczki, którą urodzi kilkanaście lat później. To niemożliwe– krzyknie mama, z pawlacza wyjmując zapomniany obraz sprzed lat i porównując zdjęcia malutkiej, ledwie urodzonej Oli (Bóg uśmiechnie się na słowo „niemożliwe”) Ewa pojedzie na warsztaty pisania ikon dla towarzystwa, a potem jako pierwsza najlepiej odwzoruje każdy ruch pędzla najwspanialszych ikonopisów. Zacznie pisać ikony tak, jak robili to mnisi: w skupieniu, ciszy, czystości, modlitwie. Jej obrazy będą świecić światłem wieczności. Stanie się narzędziem Boga, rozkładając czas po ludzku, w rodzinie, pracy, pasjach. I w Nim. I tak znajdzie ją ksiądz Jarosław Modliłem się za panią! Narysuje pani brakującą część obrazu ze stopami Chrystusa.

To nie będzie takie łatwe: odwzorować ludzkie stopy w obrazie boskiego Jezusa. Bo jak malować? I czym się wspomagać podczas zwątpień? Te stopy muszą być doskonałe, ale i bardzo zwyczajne, utrudzone ciągłym chodzeniem wśród ludzi, spragnionych w Jerozolimie prywatnych cudów. Te stopy niosły Jezusa młodziutkiego chłopaka, więc musiały być proste, niemetafizyczne, zwyczajne. A jednak- to muszą być stopy Boga. Więc jak? Ewa namalowała kilkadziesiąt Jezusowych nóg, a wcześniej, na drewnianych modelach długo układała karmazynową szatę, podglądała układ palców swego męża, szukała proporcji, natchnienia, boskiego odpocznij, dziewczyno, dobrze wyszło. Ale Bóg czekał wytrwale, aż to ona będzie pewna.
Obraz rodził się więc powoli. Przez cztery miesiące Ewa malowała Dobrego Pasterza z Najświętszym Sercem, licząc każdy blik farby w zabytkowym obrazie, wpatrując się w ludzkie oko owieczki i tajemniczy uśmiech ust Jezusa. Jej obraz to wierna kopia z domalowanymi stopami, u których już niebawem klękać będą wierni w Milejczycach. Obraz słynący cudami zostanie na swoim miejscu, w prawej kapliczce zabytkowego drewnianego kościoła. Jezus Ewy stanie w specjalnej kaplicy, by każdy z pielgrzymów przez całą dobę mógł być blisko, u jego stóp. Ewa jeszcze nie wie, że zapisuje się w historii sanktuarium jako ta, która dopełniła dzieła.
Jestem dziewczyną od stóp– mówi, a ja słyszę, jak delikatnie rzucone stwierdzenie przekształca się w metaforę bycia wybranym. Skromna dziewczyna od stóp Pana kreśli najpiękniejsze ikony z wizerunkami Maryi, od której nie można oderwać oczu. Pochyla się nad świętym Janem i Mateuszem, pisząc ikony jak dawni mistrzowie. Dotyka transcendencji, starając się przenieść niebo na deskę i połączyć je z ludźmi czekającymi na Boski obraz. Pielęgnuje stan doskonałości „bycia godnym” pisania ikon, malowania świętych obrazów. Jest do dyspozycji, gotowa na służbę. Dlaczego ja? ( Bóg mówi- a dlaczego nie TY?). W tej historii słyszę wiele i moich pytań, wątpliwości, zaskoczeń, niepewności. Patrzę na Ewę, która podjęła udaną próbę rozmowy z Bogiem i podziwiam jej cudowne, pełne niedowierzania TAK. Nie wiem dlaczego, ale tak, Panie. Jestem przy Twoich stopach.

Ewa – wytrwała. Przymiotnik, który jest też czasownikiem- idealna suma tego, co między nami. Jest bohaterką reportażu „Przytulam cię do serca„, który za miesiąc wyemituje Polskie Radio Białystok. Lubię szukać w jej mądrych oczach innego światła stamtąd, którym nasiąka, wpatrując się w oblicza malowanych obrazów Jezusa, Maryi i świętych. Lubię słuchać ciszy pracowni, w której projektuje architektoniczną przyszłość i przywraca historyczną przeszłość. Lubię niewiarygodne opowieści, które kończy „ja nie wiem jak to możliwe”. Ewa jest hojna, dzieli się nie tylko słowami, oprócz nich otrzymałam bizantyjską Maryję z Dzieciątkiem Jezus. To moja najpiękniejsza ikona, napisałam ją jako drugą, mam dla niej wielkie serce. Cieszę się, że będzie twoja. Niech zastępuje ci mamę– powiedziała.
Skąd wiedziała, ze tak tęsknię za mamą, która opuściła mnie równo dziesięć lat temu?

Teraz Mama przytulająca Synka mocniej niż na innych ikonach -stoi na biurku, obok mnie. Wieczór wygrał ze światłem, za moment zacznie się noc. Ktoś klęknie przed obrazkiem Najświętszego Serca Jezusa błagając o cud. Ktoś ruszy w ostatnią podróż. Ktoś pocałuje na dobranoc. Ktoś wybierze się lub wróci z pracy.
Kiedy zrobi się ciemno, Ewa podniesie pędzel do góry, a Bóg dotknie dłoni i razem postawią pierwszą plamę na kolejnej desce. Nie bój się, zaufaj mi– usłyszy w myślach znajomy głos i ośmielona, znowu zacznie malować. Jej obrazy to listy, które zawsze dochodzą na czas.
