Dawno nie było takiej zimy, cichej, mroźnej, długiej. Wytchnienie od śniegu dał krótki pobyt w Anglii -gdzie po raz pierwszy usłyszałam rudzika i zobaczyłam główki narcyzów. Za kilka dni – zakwitną.
A tymczasem w moim białym, białostockim oknie – puszy się pęk już rozwiniętych symboli wiosny, co na tle śniegu w oddali -zwiastuje prawdziwe koło życia. Nowy Rok rozpoczęty dwa razy uspokaja: nie bój się, zmieści się we mnie wszystko, co ma się zdarzyć. Oby dobre. Uczę się nowego stanu ciszy od ludzi, których kochałam.

Nie milczą książki. Przeprosiłam je i ponownie zaprosiłam do pokoju ze wschodnim widokiem na miasto. Biblioteka odbudowana i ślubuję, zostanie tak już do końca moich dni. Kokoszą się na pachnących farbą półkach nowości „Bibliofilia czyli szaleństwo czytania” Alberto Castoldi, „Spacerujacy z książkami”Cartsten Henn czy „Niewidzialne biblioteki” , które spolszczył Jacek Denehl.
Castoldi pisze: „
” Jules Vallès w Les victimes du livre przypisuje książkom brak autentyczności, na który jesteśmy nieuchronnie skazani:
Żadna z naszych emocji nie jest autentyczna. Radość, cierpienie, miłość czy zemsta,
nasz śmiech i szlochanie, nasze namiętności i zbrodnie, wszystko jest skopiowane,
wszystko! Na tym polega K s i ą ż k a. Atrament pływa po tym morzu krwi i łez.
Czasami bywa to wesołe, a czasami smutne. Ale pośrednikami są ruiny, kwiaty,
z m a r n o w a n e życie, s p r o w o k o w a n a śmierć, Książka, zawsze Książka!
[…]. Kurtyzana czyta Manon Lescaut, Léonie Chéreau naśladuje Damę kameliową,
Angelina Lemoine zagłębia się w Marion Delorme i również Madame Lafargue
ma za sobą odpowiednie lektury! Wszystkie kobiety, które usiłowały otruć męża,
które wrzuciły dziecko w płomienie, wszystkie, bez wyjątku, były ofiarami Książki!
Podobnie każdy morderca w surducie i każdy samobójca w roboczym fartuchu –
wszyscy są ofiarami Książki!”
Pamiętam wszystkie swoje „pierwsze” książki. „Gruby” Aleksandra Minkowskiego – jako siedmiolatka uczyłam się na niej czytać długą fabułę. I pierwszy raz zetknęłam z tematem syberyjskim. Pamiętam „Don Kichota”, a nawet kolor nieba i siebie, zanurzona w półzgięciu na kanapie, w moim łomżyńskim domu. Tak bardzo nie chciałam, żeby się skończyła! Pamiętam hipnozę książek iberoamerykańskich, mam swoją półkę z (już, już?) klasyką z tamtego czasu. I urok poezji, która- jak wehikuł czasu- zawsze zabierała mnie do niezwykłej części ogrodu.

Wracam do książek, bo miłość nigdy nie gaśnie. Czytam w przepięknie spolszczonej (nie przetłumaczonej, bo jest tu zmysł i smak pisarza, Jacka Denehla!) opowieści o „Niewidzialnych bibliotekach”
Oto kilka cytatów:
„Biblioteka w Nakodżaabadzie oferuje jedynie ciszę, którą bibliotekarz nakazuje ci zachowywać na jej terenie. Nie jest to cisza zwyczajna”.
„Oto biblioteka Vina del Mar, biblioteka kochanków, gdzie książki na zawsze odstawione na boczny tor, w zamroczony bezeceństwie dukają same siebie aż do końca”.
„Książka w Birkertsji to miejsce prywatne, które do nas należy, uszyte na miarę, by pasowało do naszych doskonałości i niedoskonałości. Nikt nigdy nie opuszcza Birkertsji dobrowolnie, tylko jest z niej wysiedlany”.
„Grupka bibliofilów nauczyła się na pamięć każdej z książek w bibliotece. Teraz deklamują książki na głos każdemu, kto chce ich słuchać; słowa staczają się z języków w erotycznym szale. Udało im się to, co nie udało się wielu kochankom w doskonałym zatarciu granic z umiłowanym stali się żywymi książkami”.

Mój plan na ten rok: powroty. Zamiast pędzić za światem fantazmatów, które mieszają w głowie- będę powracać do książek, które pieczołowicie zbieram od dzieciństwa. Witajcie, moi wierni, kochani przyjaciele -schowani w mieniących się kolorami obwolutach.
A tymczasem zapraszam do lektury: na początek trzy wspaniałości od Wydawnictwa Literackiego, Słowo/Obraz Terytoria i Marginesów. Bardzo dziękuję 🙂
