Mam na tym zdjęciu dwadzieścia sześć lat i dziecko w brzuchu. Usiadłam właśnie na drewnianych schodach, które zrobił brat mojej mamy, wujek Staszek. Są jesionowe. Są dumą. Z tyłu, za mną, z prześwietlonego popołudniowym światłem okna wpada słońce. Ja też jestem słońcem, miłością. Uśmiecham się do mojego poślubionego rok wcześniej męża, ciesząc na wspólną drogę przez życie, może do naszego gniazdka na czwartym piętrze, a może to Natalia łaskocze mnie w brzuch? Nie pamiętam. Po prostu usiadłam, złożyłam skromnie ręce, uśmiechnęłam się promiennie, a on pstryknął fotkę analogowym aparatem.

Po dwudziestu sześciu latach trzymam to zdjęcie w rękach i złoszczę, ze nie mogę dwoma palcami przybliżyć szczegółów, jak w telefonie. Nie widzę co jest na parapecie, nie mogę rozpoznać pakunków pod oknem. Wywołana analogowa fotografia jest martwa, jak tamten czas. Widzę jednak, ze ja – miłość- nie umieram w momencie pstryknięcia migawki, bo za trzy miesiące urodzę córkę, a za pół roku zbudujemy bibliotekę w miejscu, w którym stoi mój fotograf. Umrę trzynaście lat później, kiedy ostatni raz usiądzie na tych schodach, żeby nałożyć buty i wyjść na zawsze z domu.

Na szczęście to jest historia z happy endem, a poza tym to schody są w niej najważniejsze, więc ani słowa o zmartwychwstaniu, to na kiedy indziej.

Dlaczego wybrałam trzeci schodek, tak niepopularny w schodowym jestestwie? Na stopniach moich schodów składałam rzeczy do zabrania na górę (schodek pierwszy), lub ważne dokumenty do schowania –na potem(schodek szósty). Nasze dzieci siadały na drugim schodku i wiązały adidasy. Koty najbardziej uwielbiały stopnie na samej górze, skąd bezpiecznie obserwowały wchodzących do domu ludzi, a Mieteczek lubił łapać ręce wszystkich, którzy sięgali po zawieszone na schodowym wieszaku płaszcze. Chował się za ubraniami i czekał, aż ktoś wreszcie zdecyduje się opuścić nasz dom, wtedy atakował. Lubiłam też najszerszy stopień, piąty, układałam na nim duże gabaryty: ubrań, pościeli lub poduszek, żeby nie biegać w kółko z góry na dół. Schody przyjmowały i oddawały życie, po jakimś czasie skrzypiały- wysłużone przez życie i rozklejały – przyjeżdżał wujek Staszek i dziwił, zę są takie mocne, starodawne, zawieszone na dwóch ramionach. Kiwał głową, ze to tyle drewna, teraz już są ekonomiczne, pojedyncze, już by takich nie zrobił. Podklejał i wyjeżdżał, a my dalej czule dotykając poręczy i wyrzeźbionych tralek wspinaliśmy się w górę.

Może wybrałam ten trzeci schodek tylko do zdjęcia? Może prawie trzy dekady temu ktoś zawiesił nad moim losem tekst, którym dziś żegnam się ze schodami? I wiedział, ze w noc taką jak ta, usiądę na wprost rozbieranej własnie na podwórku choinki i patrząc na zaspy ze śniegu za oknem będę się żegnać ze schodami, które mam centralnie za sobą.

Niedługo także je rozbiorę. Chciałabym, żeby poszły w dobre ręce. To mądre schody, zawsze ciepłe, życzliwie przyjmujące każde stopy. Schody bezpieczne- nigdy nikt z nich nie spadł, a ja raz tylko uderzyłam się o wysunięty drewniany panel, ale z gapiostwa, roztargnienia. Wreszcie – czułe. Płakał na nich kiedyś mój nastoletni syn, buntujący się przeciwko jakiemuś nieważnemu ograniczeniu jego wolności, patrzyłam jak przytulają go do siebie, kiedy nie miał nikogo innego do pocieszenia. Schody przyjaciółki. Wnoszące ciężar smutku moich dzieci po naszym rozstaniu i nieznośną lekkość bytu moich zwierząt. I mnie, z ciężarami książek, ciągniętymi na górę.  Zawsze chętnie mnie wnosiły wyżej i wyżej.

Te schody są częścią mojej rodziny, ale niczego już nimi nie skleję, nic nie załatam. Próżne moje czekanie na to, że będą jeszcze codziennością potrzebną do życia.  Od miesięcy stoją bezczynne, pogodzone z przemijaniem, w przeciwieństwie do mnie, która nie dowierza, ze to już. Czas na zmianę. Moje mieszkanie stanie się innym domem, już bez trzynastu stopni, bez sypialni dzieci nad głową. Więc- oddam w dobre ręce.

Czy nie szukacie przyjaznych schodów? Oswoiłam je jak wiernego psa, ale– teraz muszę oddać w dobre ręce. Chciałabym, żeby jakaś dwudziestosześciolatka siedząc na jednym ze stopni mogła uśmiechnąć się do telefonu podczas zdjęcia.

Tylko proszę, niech siądzie wyżej lub niżej, bo trzeci schodek jest zajęty przez kogoś, kogo dobrze znam.

On należy zawsze do mnie.